sobota, 7 września 2013

31. "Serce jest głupie a ro­zum - bez ser­ca. Zaufam intuicji..."

 Po niecałej godzinie drogi Jasmine znalazła się nad jeziorem, o którym wspominał Evan. Było ono rozległe i zarośnięte. Dzikie jak cały las. Dziewczyna wątpiła, by można je było ominąć, bo dookoła rosła bujna roślinność, przez którą trudno byłoby się przedrzeć.
Jas zrobiła kilka kroków do przodu. Tafla jeziora była ciemna, gładka, niczym niezmącona. To miejsce było wyjątkowo spokojne. Wiatr nie bawił się liśćmi, nie poruszał gałęzi. Ptaki nie wydawały żadnych odgłosów. Żadne zwierze nie chciało zdradzić swojej obecności. A może żadnego zwierzęcia w pobliżu nie było. Cisza. Zupełna i absolutna cisza, która sprawiła, że Jasmine przeszedł dreszcz. Ta cisza z całą pewnością nie była naturalna.
Po drugiej stronie jest polana wyszeptał Evan.
Nawet on nie chciał zakłócić spokoju tego miejsca. Czy też czuł się tu nieswojo?
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę. Stał kilka kroków za nią i wpatrywał się w dal. Nie wyglądał na zaniepokojonego. Wyglądał jakby coś obmyślał.
Musimy przejść przez jezioro powiedział i dopiero teraz spojrzał na Jas.
Nie możemy go ominąć? zapytała, ale dobrze wiedziała, że to nie możliwe.
To jedyna droga.
Jasmine podeszła bliżej i popatrzyła nieufnie na wodę. Nie podobał jej się ten pomysł. Nie lubiła pływać. Mało tego. Ona nie potrafiła pływać.
Bez obaw. Tu nie jest zbyt głęboko powiedział, zdejmując z siebie płaszcz.
Chyba nie masz zamiaru się rozbierać, no nie? zapytała Jas w zdumieniu, przyglądając się poczynaniom wilkołaka.
Evan nic nie odpowiedział, tylko zaśmiał się cicho i zdjął buty, a później skarpetki.
Tylko się nie rozpędzaj.
Spokojnie. Jeśli liczysz na darmowy striptiz to cię zawiodę.
Bardzo zabawne mruknęła Jas, która teraz przyglądała się jak chłopak wchodzi do wody, trzymając buty i płaszcz wysoko nad głową.
Kiedy już wilkołak zanurzył się po kolana, odwrócił się do Jasmine i zapytał:
A ty nie idziesz?
A nie możemy tutaj rozbić namiotu?
I tak będziemy musieli przejść przez to jezioro, więc co to za różnica, kiedy to zrobimy?
Jasmine milczała przez chwilę. Nie chciała mu zdradzić, że boi się głupiej wody. Ale czy miała inne wyjście?
Nie ma innej drogi? To pytanie było jej ostatnią deską ratunku.
Wybacz, ale to ty masz mapę, więc skąd ja mam to wiedzieć?
No tak wymamrotała i już szukała innej drogi.
Mapa jednak żadnej innej drogi nie uwzględniała i wszystko wskazywało na to, że Jasmine będzie musiała pokonać własne lęki, przedostając się z jednego brzegu jeziora na drugi.
I co?
To jedyna droga odpowiedziała zrezygnowana.
Evan zauważył, że dziewczyna nie wygląda na zbyt zadowoloną. Tylko dlaczego? Przecież już niedługo będzie mogła zjeść, wyspać się, odpocząć. Wystarczy pokonać tylko to jezioro. Czy to aż takie trudne? Widocznie dla niej tak. A może chodzi o coś innego? Ale skąd on miał niby wiedzieć co?
Wilkołak patrzył się na strażniczkę i patrzył. Wyglądała na zdenerwowaną i zakłopotaną. Musiała się czymś martwić. I po co szukała innej drogi?
Co jest? zapytał, wychodząc z wody.
Nie umiem pływać powiedziała cicho, wbijając wzrok w trawę.
Teraz zrozumiał. Rzucił na bok swoje rzeczy i podszedł do Jasmine. Miał okazje zrobić coś dzięki czemu zyskałby, chociaż trochę w oczach tej upartej dziewczyny.
Bez słowa wziął od niej ciężki plecak, a później schylił się po porzucony wcześniej płaszcz i buty. Wszystko to uniósł nad głowę i tak wszedł do jeziora, ale po chwili odwrócił się i wyszedł z wody. Spojrzał na dziewczynę ubraną w bladoniebieską, długa suknie i białą pelerynę.
Daj mi pelerynę powiedział, opuszczając trzymane w górze ręce na wysokość piersi.
Pelerynę? zapytała Jas, całkowicie zaskoczona.
Tak. Zdejmij ją. Jeśli tego nie zrobisz zamoczysz ją.
Jasmine pokiwała powoli głową i pozbyła się peleryny.
Chcesz przenieść rzeczy na drugi brzeg? upewniła się.
Tak odpowiedział krótko.
Chwilę później był już w wodzie. Najpierw po kostki, łydki, kolana, uda, pas... I to nie było głęboko?! Na środku jeziora woda sięgała mu aż połowy torsu.
Jasmine poczuła, że zaczyna jej brakować tchu.
Utonę. Nie dam rady.
Strażniczka szacowała, że wilkołak ma jakieś dwa metry wzrostu. Może więcej. A ona? Miała coś około metra siedemdziesięciu sześciu. Ile centymetrów różnicy? Minimum dwadzieścia cztery. Czyli woda będzie jej sięgać gdzieś tak do szyi.
Im więcej Jasmine o tym myślała, tym bardziej była przerażona.
Evan zdążył już wrócić i teraz z niepokojem przyglądał się pobladłej dziewczynie.
Spokojnie. Chodź powiedział, łapiąc dziewczynę za łokieć i prowadząc ją w kierunku jeziora.
Pozwoliła mu na to. Szła przed siebie zupełnie jak w transie. Bezwolna laleczka. Mętlik w głowie, przerażenie w oczach, szum w uszach. Czuła jakby za chwilę miała zemdleć i tylko silny uścisk dłoni wilkołaka, powstrzymywał ją przed upadkiem.
Jakim cudem to właśnie ona była strażniczką? Bała się ciemnych piwnic i głębokiej, nieznanej wody. Nie była typem bohaterki, choć starała się ukryć strach. Jak mogła skutecznie bronić drzewa, jeśli czasem to ją trzeba było obronić czy uratować?
Nie dam rady wyszeptała, gdy poczuła jak woda przenika jej buty.
Jasne, że dasz dodawał jej otuchy Evan.
Skąd możesz to wiedzieć?
Po prostu w ciebie wierzę. Zaufaj mi. Przejdziemy przez to jezioro razem.
I zrobiła to. Zaufała mu. Była to może najgłupsza lub najmądrzejsza decyzja w jej życiu. I jak każda pociągnie za sobą konsekwencje w przyszłości.
Jasmine poczuła chłód wody. Wzdrygnęła się i mocniej przylgnęła do Evana. Uczepiła się go jakby był jej szansą na przetrwanie. Jej własnym kołem ratunkowym.
Z każdym krokiem zanurzała się coraz głębiej. W pewnym momencie nawet potknęła się, o jakiś leżący na dnie kamień i upadłaby, zachłystując się wodą, gdyby nie Evan.
Chłopak wyczuł, że Jasmine, ledwo trzyma się na nogach i kiedy strażniczka potknęła się, wilkołak natychmiast zareagował. W jednej chwili nogi Jas oderwały się od podłoża i dziewczyna znalazła się w ramionach Evana. Chłopak wypuścił ją z objęć dopiero wtedy, gdy znaleźli się na suchym lądzie.
Dzięki wymamrotała speszona Jas i natychmiast odsunęła się od Evana.
Po przymusowej kąpieli sukienka Jasmine zrobiła się prześwitująca i mocno przylgnęła do jej ciała. Dziewczyna szybko podniosła swoją pelerynę i się nią owinęła. Dygotała z zimna, a do tego było jej wstyd.
Jestem żałosna pomyślała. Nie dość, że pokazałam jak bardzo boję się wody to jeszcze musiałam się potknąć. Po prostu świetnie.
Weź mój płaszcz. Jest cieplejszy powiedział wilkołak, podchodząc do strażniczki i podając jej ubranie.
Sam miał na sobie mokre spodnie i bluzkę, ale nie wyglądał na zmarzniętego.
No masz dodał, gdy Jas nie zrobiła absolutnie nic, by wziąć od niego płaszcz. Ubierz się, bo się przeziębisz. Ja idę po drewno, a ty rozłóż namiot i lepiej się przebierz.
A ty? Tobie nie jest zimno?
Nie odpowiedział krótko i już go nie było.
Jasmine obserwowała jak znika wśród drzew. Odczekała jeszcze chwilę i rozejrzała się dookoła. Chyba nikogo nie było. Podeszła do leżącego na ziemi plecaka i wygrzebała z niego parę jeansów, szary top i czarny sweter, a później schowała się za grubym pniem drzewa, by się przebrać.
Mokre ubrania powiesiła na gałęzi i wzięła się za rozłożenie namiotu. Pamiętała jak kiedyś robił to jej tata. Kiedy to było? Cztery, pięć lat temu? To wtedy nie wydawało się takie trudne. Jednak teraz gubiła się w w tych wszystkich linkach, rurkach, szpilkach i innych częściach. Całe szczęście, że znalazła instrukcję.
Evan nazbierał wystarczająco dużo drewna na rozpalenie ogniska i właśnie wracał do miejsca, w którym zostawił strażniczkę. Dziewczynę zobaczył z daleka. Przebrała się. Skończyła nawet rozbijać namiot i teraz przyglądała się swojemu dziełu. Zaskoczyła go tym trochę. Nie spodziewał się, że Jasmine poradzi sobie z tym zadaniem tak szybko.
Kiedy wszedł na polanę, odwróciła się w jego stronę. Wyglądała na zadowoloną. Wskazała na namiot i powiedziała głośno:
Jednak nie jest ze mną tak najgorzej, co?
Wilkołak uśmiechnął się tylko, nic nie mówiąc i zaczął układać kawałki drewna. Kiedy skończył, popatrzył znacząco na Jas.
Kolej na ciebie.
Dziewczyna od razu zrozumiała, o co mu chodzi. Skupiła swój wzrok na stosie i po chwili buchnął ogień.
Chłopak poszedł po szatę strażniczki, którą powiesił na wbitym w ziemię kiju, niedaleko ogniska.
Może wyschnie mruknął.
Sam miał na sobie wilgotne ubranie, ale kiedy Jas zapytała go o nie, ten tylko wzruszył ramionami i powiedział, że jak usiądzie przy palenisku to się wysuszy.
Jasmine nie wiedziała, ile siedzi, wpatrując się w płomienie. Nie była głodna, a wilkołak powiedział, że on też nie chce jeść. Zerknęła na niego. Nie patrzył na nią. Wpatrywał się w ciemny las jakby upewniał się czy nie czają się w nim jakieś zagrożenia.
Powinnaś iść już spać powiedział, nie odrywając wzroku od drzew. Jutro wyruszamy tuż po wschodzie słońca.
A co z tobą? Nie idziesz spać? zapytała Jas.
Dopiero teraz spojrzał na nią z poważną miną.
Ja jeszcze trochę tu posiedzę.
Dlaczego? Co się dzieje? dopytywała się, oglądając dookoła. Coś nam grozi?
W lesie nigdy nie jest bezpiecznie. Zwłaszcza nocą.
Jasmine przestała się rozglądać i całą swoją uwagę skupiła na wilkołaku. Coś jej się nie podobało. A właściwie ktoś. Niepewność i niepokój znów dały o sobie znać.
Mam dziwne podejrzenia, że ty...
Ciągle mi nie ufasz przerwał jej Evan.
Jas zacisnęła usta i przez dłuższą chwilę nie odrywała wzroku od twarzy wilkołaka. W końcu wstała, podeszła do porzuconego pod drzewem płaszcza i podniosła go.
Miłej nocy powiedziała, wręczając chłopakowi okrycie.
Evan bez słowa przyglądał się jak wchodzi do namiotu i szczelnie go zasuwa. 


Tytuł rozdziału jest cytatem ze strony: http://szukaj.cytaty.info/mysli/zaufanie-5.htm

6 komentarzy:

  1. To jest Boskie! nie mam słów, kiedy następny ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. Rozdziały staram się dodawać co tydzień w weekend.

      Usuń
  2. hej, będzie szczerze, bo tylko takie oceny mają sens. pomijając kunszt pisarski, który nota bene jest wypadkową ćwiczeń, można by trochę poprawić. Jednakowoż nie jest źle. Kilka wpadek interpunkcyjnych - również akceptowalnie. Jednak pomysł - milionowa kopia historii o wampirach/wilkołakach w charakterze romansu + każdy bohater jest kopią edwarda cullena lub tego wilkołaka ze zmierzchu - wszyscy na jedno kopyto. Przerost formy nad treścią, spróbuj napisać coś nowatorskiego. marnujesz czas powielając schematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię. Pisać wbrew pozorom łatwo nie jest, ale staram się robić to coraz lepiej.
      Co do pomysłu. Owszem, jest to historia fantasy z wątkami romansu, ale raczej nie sądzę, żeby każdy bohater był kopią Edwarda Cullena (choć ten rozdział może na to wskazywać)czy innego super-idealnego bohatera. Przynajmniej postaram się, żeby tak nie było.

      Usuń
  3. A mi się podoba. Lubię takie opowiadania i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń